Pracujemy nad usterką techniczną — chwilowo nie można składać zamówień. Przepraszamy, wkrótce wracamy.

To jest biohacking: nic abstrakcyjnego, ale progresywne spojrzenie na praktyczny samorozwój

10 min czytania

Z punktu widzenia języka biohacking to sympatyczny buzzword. Treść za formą wcale jednak nie zostaje w tyle. To zarazem pożyteczny i bogaty znaczeniowo termin. Oznacza świadome i oparte na faktach naukowych dążenie do zrozumienia działania własnego ciała. Na podstawie tej wiedzy można je następnie aktywnie ulepszać i stopniowo dopasowywać do własnej indywidualności. Jeszcze trafniej i pełniej można mówić o całościowym wzmacnianiu własnego ja. Organizm to bowiem nie tylko mechanika i biochemia, ale w równym stopniu także świadomość i psychika.

Kluczowe przesłania

  • Biohacking to systemowe podejście do tego, jak naprawdę zyskać umiejętność słuchania własnego ciała.
  • To jednocześnie sposób, jak kompleksowo poprawić swój własny styl życia.
  • Styl życia jest przy tym zawsze kompleksową kwestią połączenia ciała i umysłu.
  • Żeby człowiek potrafił dokonać zmiany czy korekty, musi najpierw dobrze poznać samego siebie.
  • Poznać samego siebie oznacza jednak zrozumieć procesy, które w ciele regularnie zachodzą.
  • Jeśli jesteśmy chronicznie zmęczeni i wyczerpani, gdzieś na pewno jest problem i czas zacząć to rozwiązywać.
  • Kwalifikowane zrozumienie wymaga czerpania z dobrych źródeł i opierania się na faktach i nauce.
  • Biohakerem może być każdy, kto ma ochotę eksperymentować, testować i optymalizować.

Biohacking to systemowe podejście do lepszego realizowania własnego potencjału. Celem jest przejęcie kontroli nad własną energią, wydolnością i zdrowiem. Podstawą jest ciągłe poznawanie siebie, szukanie i ocenianie przyczyn oraz skutków na podstawie faktów naukowych. Biohaker/ka nie idzie na ślepo za innymi, tylko myśli krytycznie i zawsze w kontekście, żeby znaleźć dla siebie zindywidualizowane rozwiązanie. Ważne jest, by rozpoznać w chaosie wzorce i zbudować z nich własny porządek, który jednak nie może stać się dogmatem, bo człowiek, tak samo jak jego otoczenie, z czasem stale się zmienia.
Koncepcja „hakowania” własnego ciała nie dotyczy jednak tylko wybranej garstki oddanych sprawie osób, które mają czas w kategorii dóbr nadmiarowych. Wręcz przeciwnie, kroki prowadzące do skuteczniejszej czy stabilniejszej pracy własnego ciała i umysłu mają i muszą być kompatybilne ze zwykłym rytmem i dzienną chronologią dzisiejszego biurowego życia. Każdy potencjalny biohaker czy biohakerka powinien poświęcić uwagę czterem podstawowym obszarom – rzetelnej faktografii, krytycznemu myśleniu, konsekwentnemu poznawaniu siebie i dopiero potem praktycznemu wdrażaniu kroków, które stopniowo zmieniają niechciane i tworzą nowe, skuteczniejsze nawyki.

Nie znamy – nie wiemy – nie zmienimy

Tu naprawdę nie sprawdza się znane „fake it till you make it“, czyli udawajmy, że coś umiemy, dopóki  się tego nie nauczymy czy tego nie zrealizujemy. Rzetelna i wiarygodna wiedza jest kluczowa dla czegokolwiek, co człowiek chce osiągnąć w obszarze lepszej reakcji czy gotowości swojego ciała.

  1. Twarde fakty: Nie głowy czy umysły. Te muszą być, przeciwnie, otwarte. Kluczem jest krytyczne przetwarzanie informacji, rozumienie podstaw statystyki i umiejętność odróżnienia rzetelnych badań od domysłów i pseudonauki. Ta droga zaczyna się od wybierania wyłącznie wiarygodnych źródeł, które powołują się na najlepsze badania i poważne, powtarzalne testy naukowe i laboratoryjne. Dla wielu może to być jasne jak słońce, ale dziś coraz ważniejsze, by sobie to wielokrotnie przypominać.
  2. Sztuka czytania: To potrafi prawie każdy. Mało kto jednak naprawdę rozumie treść, a jeszcze mniej osób kontekst. Mówimy przede wszystkim o składzie żywności, rozróżnianiu i rozumieniu przyjętych pojęć w przemyśle spożywczym i przetwórczym. Chyba potrafimy wymienić więcej rodzajów olejów albo wiemy, że syrop glukozowy jest słodki, ale czy wiemy też, co, do czego i dlaczego się stosuje? Wyedukowany konsument powinien mieć lepszą odpowiedź niż tylko taką, że ktoś tak powiedział czy napisał.
  3. Rozumieć zależności: Jeśli już pewniej poruszamy się między pojęciami, a nawet rozróżniamy glikolizę i ketozę, kolejną fazą jest poznanie związków przyczynowo-skutkowych. Te jednak też trzeba widzieć w kontekście. Innej ilości węglowodanów i kalorii do sprawnego metabolizmu potrzebuje aktywny sportowiec, a innej wydajny menedżer, który pracuje bardziej głową. Ocena swojego wcześniejszego zachowania i krytyczne spojrzenie na obecny stan to droga, jak to osiągnąć.
  4. Porzucić dogmaty: Najtrudniejsza rzecz, bez dyskusji. Wieloletnie stereotypy prowadzą aż do niemal liturgicznych dogmatów. Rady babć są często prawdziwe, ale z pewnością nie we wszystkim i przede wszystkim powstały w innych realiach cywilizacyjnych. Mięso czy bez? Kawa czy herbata? Trzeba pogodzić się z tym, że nie istnieje uniwersalnie słuszny sposób. Współczesna nauka nie ma dogmatów, kwestionuje, testuje.

Naprawdę krytyczne myślenie to żadna prosta kreska, którą ktoś nam narysuje pod linijkę.

Sam sobie, sam siebie

Być panem samego siebie i dobrze znać siebie samego czy samą siebie. To obszar, który jest ważny, nawet jeśli ktoś nie ma biohakerskich ambicji. Na początek wystarczy umieć powiedzieć na przykład zwykłe nie, jeśli tak właśnie czujemy. Trzeba też dobrze znać powody, dla których coś robimy albo czegoś nie robimy. Nie jemy węglowodanów, bo wiemy, że naprawdę nam to służy? Albo mięsa, bo wierzymy, że w ten sposób pomożemy światu, czy raczej dlatego, że ktoś, kogo obserwujemy czy cenimy, twierdzi, że rzekomo gnije w jelitach? Życie samo dla siebie w pewnym rodzaju ascetyzmu nie ma sensu. Chodzi raczej o osiągnięcie osobistej równowagi, w której rozum, kompromisy i radość z życia wzajemnie się uzupełniają.

  1. Wysokiej jakości sen: Mało kto jednak naprawdę zna ten swój, a co dopiero rytm okołodobowy  czy inne biorytmy. Pobieżną analizę snu da się dziś zrobić w domu za pomocą aplikacji. Niedobór światła dziennego czy brak wartościowego snu wyraźnie bowiem wpływa na mózg. Ten potem domaga się więcej stymulantów, cukru i gdzieś tam zaczyna się ta słynna negatywna spirala. U większości ludzi sen jest pierwszym czynnikiem, od którego zacząć przy próbie naprawienia własnego stylu życia.
  2. Ograniczenia i nietolerancje: Jeśli chcemy pozytywnie rozwijać to, co nam służy, powinniśmy w pierwszej kolejności wiedzieć o tym, co nam nie służy. Jeśli nasza odporność musi walczyć z alergiami czy nietolerancjami, wyczerpuje to organizm. Wielu ludzi nawet nie przypuszcza, dlaczego są zmęczeni. A czasem wystarczy w diecie odstawić gluten czy coś innego, z czym nasze ciało nie do końca sobie radzi. Dotyczy to również sytuacji, gdy celem jest stopniowe zmniejszenie ogólnej nadwrażliwości organizmu i wzmocnienie odporności.
  3. Silna wola: To też tylko „mięsień”, który da się trenować. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że jeśli mózg nie ma składników odżywczych, włącza się fizjologia głodu. Szuka najłatwiejszej drogi i gasi tylko pilne pożary. Instynkt przetrwania pod presją codziennego stresu przeważnie wygrywa z rozsądkiem żywieniowym. Efektem są rozdrażnione reakcje i niechciane odżywcze „skróty”. Jeśli nie chcemy funkcjonować tylko reaktywnie, miejmy świadomość, że silna wola w stanie ascezy przeważnie zawiedzie.
  4. Regularna profilaktyka: Klasyczne regularne badania typu krew i cholesterol są wprawdzie w porządku, ale nie wystarczą. Potrzeba czegoś w rodzaju zindywidualizowanej, kompleksowej analizy biomarkerów typu n-of-1. Najlepiej uzupełnionej o analizę zmienności rytmu serca, tzw. HRV. Ta potrafi ocenić poziom stresu, to, jak organizm sobie z nim radzi, a więc także ryzyko, które z tego dla danej osoby wynika.

Profilaktyka jest nudna, ale ratuje życie albo podnosi jego komfort. Tak po prostu jest, kropka.

Praktyczny biohacking zaczyna się dopiero tutaj

Jeśli człowiek poważnie nie poświęci się większości z wyżej wymienionych rzeczy, do prawdziwego fine-tuningu własnego ciała, którego celem jest stopniowe zwiększenie swojego potencjału fizycznego i mentalnego, raczej nie dojdzie, ewentualnie popełni w fazie prób i błędów mnóstwo niepotrzebnych pomyłek. Biohacking zaczyna się w głowie, ale przede wszystkim od zbierania i researchu dobrych źródeł oraz informacji.

  • Nawyki żywieniowe: Mniej cukru, toksyn, okazjonalny post czy większy udział niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych w diecie w celu uruchomienia procesów ketogennych w organizmie należą do celów, które da się osiągnąć także bez wojskowej samodyscypliny. Wybór dobrej jakości żywności jest, ze względu na przeważnie pestycydowy sektor rolny, i tak nieco trudniejszy, ale nie niemożliwy. Jedzenie nie jest bowiem wydatkiem, ale inwestycją. Jeśli chcemy pracować z własnym ciałem, musimy najpierw rozumieć procesy, które w nim zachodzą.
  • Trening ciała: Bez kondycji fizycznej naprawdę się nie obejdzie. Wzmacnianie mięśni głębokich, które wspierają aparat ruchu, ale też powszechnie znana i „zwyczajna” prawidłowa postawa ciała przy chodzeniu czy siedzeniu w biurze. W kolejnej fazie pojawia się monitoring tętna jako mechanizm wczesnego ostrzegania czy wsparcie procesów aż na poziomie mitochondrialnym. Tak, klasyczne morsowanie służy zdrowiu, ale biohacking robi z niego dopiero jego kompleksowe zastosowanie.
  • Stymulacja mentalna: Nauczyć się pracować z własnym stresem i zapobiegać mu to jedna z kluczowych umiejętności biohakera czy biohakerki. Ćwiczenia oddechowe, medytacja, kilka minut na słońcu czy na leżąco na trawie, ale też aktywny wypoczynek w postaci sportu, seks czy prosty, ale dziś tym cenniejszy spokój czy radość z drobiazgów – to wszystko służy duchowi i ciału. Z tym wszystkim można jednocześnie aktywnie pracować i dostrajać to tak, żeby maksymalizować korzyść.
  • Statystyki osobiste | Jak każda systematyczna i kwantyfikowalna metoda, także biohacking nie obejdzie się bez zbierania i analizy danych. Aplikacja czy klasyczny dziennik, w ramach którego zapisujemy własne reakcje, a później śledzimy swoje postępy i oceniamy, co stymuluje naszą wydajność, a co, przeciwnie, ją tłumi. Cokolwiek wypróbujemy, nie może być oparte tylko na przypadku. Jeśli konkretne postępowanie, jedzenie czy suplement diety się sprawdzi, potrafimy je powtórzyć i zweryfikować.

Baza biohakerska

To nie jest tajemnicze miejsce w niezbadanych wodach południowego Pacyfiku ani w ciemnych lasach środkowej Słowacji, tylko ta strona. Stopniowo będziemy publikować artykuły, które wszystko, co znajduje się w tym tekście, rozmienią na praktyczne drobne. Jednocześnie będziemy przynosić bardzo konkretne wskazówki, jak skutecznie rozwijać się i ulepszać samych siebie. Naszym celem jest dostarczać wartościowe inspiracje, polecać dobre źródła i wskazówki ze światowej sceny biohackerskiej, a jednocześnie uwzględniać nasze realia kulturowe i konsumenckie. Chcemy też spośród wielu istotnych czynników wskazać te najważniejsze, ale również te mniej konwencjonalne, które jednak są skuteczne.

Chętnie przyjmiemy każdą konstruktywną opinię czy poważne spostrzeżenie na temat ulepszania ciała, umysłu, ale i ducha = kompleksowego biohackingu. Wyznajemy zasady komunikacji opartej na szacunku, która nie wyklucza żadnej krytyki, ale hejtu nie uważa za komunikację. W zasadzie chodzi o regułę: szanujmy i będziemy szanowani.
Jeśli zaczniemy żyć bardziej każdym swoim dniem, poprawiać jego jakość i bardziej uświadamiać sobie teraźniejszość, poprawi to w ostatecznym rozrachunku całe nasze życie w myśl hasła „Power up your day, power up your life”.

Powerlogy Team

Komentarze

[…] nie je nič abstraktné, predstavuje totižto progresívny pohľad na praktický sebarozvoj. Ak chceme niečo zmeniť, musíme poznať seba samého, teda rozumieť procesom, ktoré sa […]

Ustawienia plików cookies

Dzięki plikom cookies zakupy pójdą sprawniej: strona zapamięta Twój koszyk i logowanie oraz pokaże Ci produkty, które naprawdę Cię interesują. To, co dokładnie zapisujemy, możesz zmienić tutaj.

Dostosuj preferencje dotyczące plików cookie